Slowly coming home

Poland

Minął rok odkąd dotarliśmy do Warszawy i zakończyliśmy naszą rowerową przygodę. Czas powrótów zawsze wiąże się z silnymi emocjami, na szczęście wcieliliśmy w życie plan mający na celu osłodzenie ostatnich momentów podróży. Motto brzmiało - podążaj za wiosną i nie śpiesz się!

Wybraliśmy doskonale. Marcowe Włochy zakwitły wszystkimi barwami. Ciepłe, świeże powietrze, morska bryza i przyroda budząca się do życia - to było to.

Wyruszyliśmy w powolną drogę powrotną do Polski ciesząc się każdą chwilą i kontemplując każdy kilometr drogi. Ludzie nie byli już aż tak otwarci, jak na półkuli południowej - może dlatego, że było ich dużo, dużo więcej. Ale przyzwyczajaliśmy się - na nowo - do starego.

Krok po kroku wracaliśmy. Do naszej kultury, do znajomych krajobrazów, do języka, do utęsknionej kuchni. Do wszystkiego, czego nam brakowało, a zarazem od czego chętnie odpoczywaliśmy w czasie podróży. Taki był właśnie plan - bezboleśnie wrócić do "dawnego" życia. Bez szoku, bez przykrych niespodzianek.

Oczywiście nie dało się całkowicie uniknąć "trudnych" tematów i planowania przyszłości - myśli o pracy, o domu (który przestaliśmy wszak nazywać domem!) i o planowaniu dnia codziennego towarzyszyły nam coraz intensywniej. Jednak wiosna zaskakiwała nas raz po raz na nowo gdy przemieszczaliśmy się nieustannie na północ i zagłuszaliśmy większość tych myśli śpiewem ptaków, piękną pogodą i w końcu spotkaniami z bliskimi, którzy nie mogli się doczekać nas w kraju.

Była więc fascynacja polskim jedzeniem oraz niekończące się rozmowy z przyjaciółmi. Powtarzanie wciąż tego samego - w kółko i na okrągło odpowiadanie na pytanie "jak było?", które chyba nigdy nam się nie znudzi! Zresztą... zobaczcie na filmie

Comment ()
Posts list Home