Wybrzeże Czarnogóry

Czarnogóra

Wjechaliśmy do Czarnogóry. Różnice w stosunku do Chorwacji daje się odczuć już od pierwszych kilometrów. Jest taniej, szczególnie w porównaniu do Dubrownika, ceny podane w swojskim euro. Miasta i miasteczka jakby mniej ogarnięte, więcej nieużytków i smieci. Boka Kotorska ciągle przypomina eleganckie chorwackie wybrzeże. Widoki zapierają dech w piersiach - jest to najbardziej górzysty teren przy wybrzeżu Adriatyku. 

Sam Kotor trochę nas rozczarowuje. Możliwe, że jesteśmy już nasyceni śródziemnomorskimi zabytkami. Może przeszkadza nam też tłum turystów przywiezionych akurat przez olbrzymie statki wycieczkowe. Fakt, że moje poprzednie spotkanie z tym miastem wspominam dużo lepiej. No i gdzie podziały się wszystkie koty?

Plan na następne dni zakłada dojechanie do Budvy i odpoczynek nad morzem, które chcemy opuścić niedługo później. Zakładamy, że będzie przyjemnie i w przystęponych cenach. Cóż za błąd! Po odcinku okropnie zatłoczonej drogi między Tivatem a Budvą pierwszym złym znakiem jest duży kemping położony w doskonałym miejscu, w szerokiej zatoce z ładną plażą. Miejsce ma wielki potencjał, jednak tony brudu i pyłu, porozstawiane byle gdzie samochody i budki ze szmelcem tworzą nieprzyjemny krajobraz bardziej kojarzący się z wybrzeżem Rumunii niż z morzem adriatyckim. Szybko ewakuujemy się do pobliskiego miasta wyczekując spokojnych uliczek starówki i przyjemnej promenady na plaży. I tym razem widok mapy nie przystaje zupełnie do rzeczywistości. Starego miasta zupełnie nie zauważamy pchani przed siebie przytłaczającym ruchem ulicznym i napierającymi zewsząd ruderami, płotami i gwarem nadmorskiego targowiska. Okazuje się, że w Budvie i otaczających ją miejscowościach całe wybrzeże zagarnięte jest przez wielkie hotele i resorty pozostawiając zwykłych ludzi samym sobie na brzydkich (bardzo bardzo brzydkich) okolicznych ulicach. Kolejnym problem są ceny, które akurat tutaj okazały się najwyższe na całym wybrzeżu! 

Z wypoczynku nici - jedziemy dalej. Zmęczeni i prawie już zrezygnowani ("może po prostu rozstawimy namiot pod tym hotelem?") w końcu znajdujemy dobre miejsce na nocleg. Ciągle drogo, ale widok jest tego wart. Pod nami piękna wyspa ze średniowiecznym miasteczkiem - Sveti Stefan. Znajduje się na niej kościółek albo dwa i dobrze zachowany fragment starego miasta. Nie jest nam jednak dane poznanie jego tajmennic, gdyż podczas spaceru groblą na wyspę zostajemy zatrzymani przez miłą 'obsługę'. Okazuje się, że całe miasto zostało wykupione przez prywatnego inwestora i przekształcone w luksusowy resort dla bogaczy. Obcym wstęp wzbroniony. Cóż... przynajmniej cieszy fantastyczny widok przy lampce wyjątkowo smacznego czarnogórskiego Vranaca.

Skomentuj ()
Wszystkie wpisy Strona główna