Listy z podróży

Pierwsze ochłodzenie

Albania

09.06.2015 Dotarliśmy do Valbone. To dość wysoko w górach Albanii. Piękne miejsce. Płynęliśmy najpierw promem, potem wzięliśmy taksówkę na podjazd na 1100m n.p.m. Wrzucili nasze rowery do bagażnika osobowego samochodu, jak je przycisnęli klapą związaną gumą to jakoś udało się nie pogubić ich. Spotkaliśmy fantastycznych Polaków, z którymi spędzamy dzisiejszy wieczór i może jutro wyjdziemy razem kawałeczek w góry. W zależności od tego, jak pozwoli mi kolano. Nocujemy w wiosce, gdzie asfalt kończy się tak po prostu płotem, a dalej jest górska przełęcz i nic więcej. Być może zostaniemy tu na 2 noce, bo jest całkiem sympatycznie i fajnie będzie skorzystać z górskich widoków, skoro już tu jesteśmy.

10.06.2015 Wciąż jesteśmy w Valbone. Dziś byliśmy na małej przechadzce w górach do wodospadu. Ślicznie tu jest. Góry są niewiarygodnie ostre - zupełnie pionowe skały! Szło się szeroką dolinką wypełnioną w całości białymi kamieniami. W słońcu przypomniały mi równie białą pustynię solną - aż świeciły. Muszą być tu niesione przez wodę, kiedy potoki wzbierają. Kiedy wyobrażę sobie wszystko zalane wodą, to tak jak duża powódź u nas, tylko że tu nie zalewa domów, bo te, które były za nisko to już ich nie ma, lub są tylko resztki betonowych konstrukcji, a pozostałe są wyżej.

Dziś też jest pierwszy dzień, kiedy nie boli mnie zupełnie kolano. Doskonale! Na wyjście w góry założyłam usztywniacz, który mam ze sobą i czułam się jakbym miała zaraz odlecieć! Noga po raz pierwszy nie uciekała, nie wyginała się, wreszcie nie musiałam ważyć każdego kroku. No i jak szliśmy w Polakami poznanymi wczoraj, to po założeniu usztywniacza mogłam dorównać ich tempa, które było po prostu spacerowe, ale uważając na każdy kamień ciężko było iść szybciej. W tym usztywniaczu mogłam też wreszcie normalnie schodzić. Na co dzień mam z tym problem, bo to kolano ucieka i muszę trzymać się poręczy, albo opierać o Piotra, żeby nie polecieć do przodu, a tu zupełnie sama dziś schodziłam ze skał i szłam w dół bez namysłu. Jejku jakie to było fajne! :)

Jutro wyjeżdżamy stąd. I pojedziemy przez maleńki kawałeczek Kosowa. Stąd jest bardzo prosta i równa droga bezpośrednio na wschód do Bułgarii. Przejeżdża się przez koniuszek Kosowa, samą północ Macedonii i prosto na równiny Bułgarii. Omijamy w ten sposób wszelkie góry. Pytaliśmy tu wszystkich, których spotkaliśmy jak z Kosowem i mówią, że dokładnie tak jak w Macedonii - nie jest to rozwinięty europejski kraj, jest bieda i jest ciężko, ale niebezpieczeństwa nie ma. Szczególnie dla turystów. Tylko żeby nocować u ludzi, prosić o rozbicie namiotu na podwórku, a wtedy na ogół zapraszają do siebie na kolację i goszczą bardzo życzliwie i ciepło. Tak też podobno jest w Albanii, ale nie mieliśmy okazji sprawdzić. Tu, w górach, okazało się, że też już jest trochę turystycznie, są kempingi i restauracje. Chociaż sklepu nie ma. Jest w wiosce 23km stąd.

No właśnie! Jeszcze jedna ważna rzecz! Przed promem, kiedy wstawaliśmy o 5 rano zarejestrowaliśmy najniższą dotąd temperaturę 18C. Niesamowite! I nie uwierzycie, jak jest tutaj! Wczoraj ok północy było 10C! Aż prawie zmarzliśmy siedząc z Polakami. Wreszcie dało się spać i można było nakryć się śpiworem. Ale to przyjemne. Rano co prawda zbudziła nas duchota od słońca, ale trwało to krótko. Dziś jest dużo chmur i czasem nawet pada, więc oboje jesteśmy szczęśliwi i cały czas mówimy jak cudnie, że jest deszcz :)

Skomentuj ()
Wszystkie wpisy Strona główna