Listy z podróży

Nes-Cafe?

Macedonia

13.06.2015 Przejechaliśmy dziś przez mordercze pasmo górskie. Do tej pory było to największe przewyzszenie - 450m. I najostrzejszy tak długi zjazd, bo bez żadnego wyplaszczenia ciągnął się 8km. Także był też bardzo stromy. Ale udało się całkiem nieźle. Siedzimy w designerskiej knajpce na kawie. Na ścianach wiszą podobizny i reprodukcje Dali'ego. O 8 rano było 28C. Także teraz czekamy na popołudniowe "ochłodzenie".
Krajobrazy są tu tak bardzo podobne do polskich, że znów zaczynamy tęsknić. Są normalne świerkowe lasy, łąki w kwiatach i poziomki przy drodze! I mnóstwo mnóstwo pól. Większość z nich podlewana jest automatycznymi podlewaczkami. Poza ich zasięgiem wszystko schnie na wior. Zastanawiamy się, czy oni znają tu deszcz. Chyba nie. Może w Macedonii będą wiedzieli co to jest...

15.06.2015 Dziś miał być najgorętszy dzień jak dotąd. I chyba jest. Zostaliśmy w Skopje, póki słońce taj pali. Ciężko się nawet zwiedza. W knajpach są ogromne wentylatory z rozpylaczami pary wodnej. Ludzie się tu chowają jak tylko mogą. W pomieszczeniach wszędzie klimatyzacja. Dziś jest wyjątkowo. Ale godzina robi się późna, a my chcemy wyjechać z miasta. Także kończymy obiad i jedziemy na południe, a jutro odbijamy na wschód do Kocani. Potem przez góry do kolejnej granicy. Czy tu wyznaczali granice wzdłuż wszelkich gór? Oby było w nich chłodniej!

16.06.2015 Nie uwierzycie, co sobie wczoraj kupiłam! Nowe okulary!!!
Bo już jedne z 3 par jakie miałam (za 2euro) połamały mi się. No i w Skopje okazało się że były fajne sklepiki. Był nawet intersport! Kupiłam więc fajne sportowe okularki, miłą bluzę polarową, bo tego mi brakowało, a Piotr kupił klapki kolejne, bo ostatnie zjadł mu w nocy pies ;)

17.06.2015 Od jakiegoś czasu (chyba od Albanii) zauważamy ciekawy trend. Poza różnymi kawami typu espresso, capucchino, niekiedy late albo ice cofee jest Nescafe. I jest ona najdroższa zawsze.
Przyjeżdżamy dziś rano do restauracji hotelowej. Piotr zamawia capucchino, ja pytam o late, lub po prostu kawę z większą ilością mleka. OK. Piotr dostaje capucchino, normalne, z ekspresu. Ja dostaję Neske. I co słyszę? Nie kombinuj, bo oni tu nie rozumieją i potem masz coś dziwnego.
Wypiłam to paskudztwo zalane takim wrzątkiem, że nie dało się podnieść filiżanki.
Zostaliśmy tu na obiad. A po obiedzie obowiązkowy deser z kawą. W końcu tą poranną ciężko do kaw zaliczyć.
Piotr zamawia espresso. Ja capucchino.
Piotr dostaje espresso, normalne, z ekspresu. Ja dostaję Neske.

18.06.2015 Wczoraj poznaliśmy Austriaków, którzy wyruszyli od siebie rowerami parę dni wcześniej niż my. Jeżdżą głównie przez góry,  bo, uwaga... mają ze sobą paralotnie! I jadą od miejsca do miejsca (od góry do góry), gdzie dobrze się lata.
To ich blog: http://christianrankl.blogspot.com/?m=1

Dziś wyjeżdżamy z Macedonii. Czekają nas znów przeprawy przez góry. Ciesze się, bo jesteśmy coraz bliżej Turcji, a ja lubię lekko słodką, mocną turecką kawę. Póki co uczę się pić mocną kawę z ekspresu, bo bezzmiennie zamawiam taką jak Piotr, na wszelki wypadek ;)
O! Właśnie przeleciał nade mną bician. Są ich dziesiątki tutaj! To miłe z ich strony, że tu są, bo wyjeżdżając z Polski myślałam o tym, że będę za nimi tęsknić. A one od Kosowa są na każdym słupie, na którym nie zdążyli postawić kolców. I mają zwykle co najmniej 3 małe puchacze w gnieździe :)
Muszę też wspomnieć, że mieliśmy święto. Były 2 pochmurne dni, a przedwczoraj to nawet były burze i padało. Świętowaliśmy długo i długo się cieszyliśmy. Znaczy przez 2 dni. Bo teraz znów świeci słońce.

19.06.2015 Bardzo tęsknię. Szczególnie ostatnio, kiedy lał deszcz, a my chowaliśmy się pod opuszczonymi domami. Czasem mam już dość namiotu. Ale kiedy wynajmujemy pokój, to do niego tęsknię, bo już jest moim nowym domkiem. Piotrek zaczął się znacznie chętniej zgadzać na łapanie stopa na podjazdach, co bardzo mnie cieszy, bo chyba było to najgorsze dla mnie. A tak znacznie przyspiesza drogę. To też fajne uczucie, kiedy znajdujemy się raptem gdzieś dalej. Jak za długo jesteśmy w jednym miejscu to czuje się przytłoczona. Tak było w Chorwacji z której mam wrażenie ze nie mogliśmy się wydostać. Była taka długa, że zdawało mi się, że wcale się nie poruszamy pomimo częstych promów przecież. Teraz może też tak być z Bułgarią, bo jest wielka. Ale zaczynam mieć coraz większego stresa. To ostatni kraj przez Istambułem. A tam trzeba będzie podjąć decyzję co dalej. Czy pakujemy się w niznane egzotyki na kolejne pół roku, czy wracamy, a mnie czeka operacja, a w czasie rehabilitacji pewnie założenie jakiejś firmy, bo nie wyobrażam sobie szukać pracy w architekturze u kogoś. Ale tacy ludzie jak wczoraj Austriacy bardzo nas inspirują do tego, żeby zrobić coś więcej. Że jak będziemy mieli dość roweru, to może warto spełnić marzenie o lataniu.

Póki co ciesze się z Bułgarii. Wygląda, że nie powinniśmy mieć tu problemu z wodą jak ostatnio. I powinno być chłodniej kiedy wjedziemy w wyższe góry. Granica była dziś na ponad 1100m i było 25C, ale już zjechaliśmy na 400m i jest 35C. Jak będziemy mieli szczęście ze stopem, to jeszcze dziś znów w jedziemy na 1000 m :)

Skomentuj ()
Wszystkie wpisy Strona główna