Kierunek - południe

Australia

Przestrzeni australijskich nie sposób ogarnąć umysłem. Odległości między miastami liczą setki kilometrów. A pomiędzy nimi pustkowia. Czasem są to hektary pastwisk, czasem pól z trzciną cukrową, a czasem po prostu busz i pustynie.

Na skąpą infrastrukturę składają się tu pojedyncze drogi i lotniska polowe. Większość wiosek ma swoje pasy startowe dla niewielkich awionetek. Jednak ciężki ruch odbywa się drogą lądową. I choć nie ma linii kolejowych, a drogi asfaltowe łączą tylko nieliczne główne miasta, transport plonów, czy dostawy muszą się w jakiś sposób odbywać.

Być może słyszeliście kiedyś o tzw. pociągach drogowych, które przemierzają amerykańskie autostrady. Tu też takie mają. Są to ogromne ciężarówy z przodem wyglądającym jak spychacz* i dwoma lub więcej przyczepami (dozwolone są pojazdy o długości nie przekraczającej 50 metrów!). Są znacząco wyższe od naszych tirów i, co ciekawe, w przeciwieństwie do nich, gnają tu najszybciej ze wszystkich drogowych pojazdów. Jeśli na trasie jest wzniesienie, to rozpędzają się na całego, by w ogóle móc na nie wjechać.

I tu należy wyjaśnić gwiazdkę (*). Otóż potwór jadący z kosmiczną prędkością nigdy nie zatrzymuje się z byle powodu. A takimi są rowerzyści i kangury. Uciekamy więc każdorazowo poza drogę, gdy olbrzym się zbliża, rozgląjąc się skąd tym razem dochodzi odór padlinki.

Po rozmowie z kilkoma napotkanymi rowerzystami wnioskujemy, że i tak mieliśmy szczęście zobaczyć żywego kangura nim wjechaliśmy na drogi pełne truchła. Pomijając niemożliwy zapach jest to okazja do zaobserwowania zachowania ptaków. Wrony, jastrzębie i wiele innych drapieżników krążą niczym sępy nad ulicami. To moment, kiedy chyba każdy biedny rowerzysta zastanawia się, czy nad nim także będą tak krążyły.

A skoro jesteśmy w temacie jedzenia, to nie sposób nie wspomnieć o tutejszej wołowinie. Steki z angusa są w cenie kurczaka. Dodatkowo wszystko jest najwyższej jakości. Tu nawet parówki mają 100% mięsa! Na większości produktów widnieje dopiska: „Locally grown. Proudly owned in Australia.” Wszelkie zaś warzywa i owoce są sprzedawane bardzo lokalnie. Często przy drodze rozstawione są samoobsługowe straganiki, skąd można wziąć co się rzewnie podoba, a podaną kwotę pieniążków wrzucić do skrzyneczki obok. Nic tylko jeść!

Po kilku dniach doświadczeń na tutejszych bezdrożach uznaliśmy, że jechanie tygodniami w tunelach z trzciny cukrowej, z gnającymi na oślep potworami - to nie dla nas zabawa. Chcemy zobaczyć to, co w Australii najpiękniejsze nim skończy nam się wiza.

Wynajęliśmy kamper na tzw. relokację, czyli przetransportowanie pojazdu z miejsca, w którym ktoś uprzednio go zostawił, do właściwej bazy firmy. Koszt takiego wynajmu sprowadza się do opłacenia paliwa – a czasem i to jest refundowane przez wypożyczalnię, i tak zadowoloną z faktu, że nie musi wynajmować zawodowego kierowcy. Fajna sprawa – polecamy.

Tak z północy kontynentu udało nam się dojechać na samo południe. Mieliśmy niepowtarzalną okazję zobaczenia, jak wyglądają drogi wewnątrz kraju, jak ogromne i niezmienne są tu krajobrazy, jak można jechać całymi dniami i nie uświadczyć ani jednego domu.

W dzikiej Australii nie da się obyć bez 4x4. To zwykle ogromne terenówki dostosowane do tutejszych potrzeb, czyli z paką na kilka psów, bagażnikami na rowery, kajaki i bóg wie co jeszcze, zbiornikami na wodę, wydechami silnika ponad dachem, wyciągarkami i obowiązkowo platformą na dachu na namiot (inaczej nie sposób byłoby nocować wśród tych wszystkich krokodyli, węży i pająków).

Tak jak 90% samochodów ma tu napęd na 4 koła, tak i większość jest przystosowanych do kempingowania. Jeśli macie nawet najdziwniejszy i najbardziej odjechany pomysł na samochód kempingowy – on na pewno już tu jest.

Ludzi żyje tu niewielu, więc gdy kogoś spotkasz, na pewno będzie zainteresowany rozmową. Wszyscy są otwarci i chętni do nawiązywania nowych znajomości. Większość osób lubi podróżować i robi to ze specyficznym dla Australii ekstremalnym zacięciem. Roczne ekspedycje w outback, życie z Aborygenami, wielomiesięczne „spacery” w dziczy – ludzie naprawdę robią tu rzeczy totalnie odjechane! Czasem czuliśmy się jakby nasza wyprwa przez pół świata była tylko lekkim spacerkiem - w końcu zazwyczaj trzymamy się dość blisko cywilizacji, unikamy ekstremalnych dróg i cenimy sobie wygodę. Jak jacyś "turyści". Tfu tfu.

Skomentuj ()
Wszystkie wpisy Strona główna