Dzień z życia kiwi-turysty

N.Zelandia

Kamper sprawuje się świetnie, jak na pewno można zauważyć na naszej mapie noclegów :) Oglądamy wszystko to, co wcześniej było niewidoczne, a nawet znacznie więcej. Sądzę, że zjeździmy wszystkie drogi południowej wyspy, bo cały czas staramy się wybierać takie, którymi jeszcze nie jechaliśmy (choć drogę na Mt Cook znamy już jak własną kieszeń).

Przy Christchurch skorzystaliśmy z okazji i pojechaliśmy na półwysep wyrzeźbiony niegdyś przez wulkan, a obecnie zalany wodą. Formy terenu są tam absolutnie zjawiskowe. Góry nie do pokonania ciężkim rowerem. Zatoki jak z filmów, że aż chce się żeglować. Naprawdę mogło nas to ominąć?

Na zachodnim wybrzeżu zostaliśmy zjedzeni przez meszki. Są tu sporym problemem. Powietrze jest wilgotne i gorące, także nocami. Ale okien nie dało się otworzyć. Małe gryzeldy wchodziły przez najmniejsze szpary chowając się w samochodzie, a w nocy gryzły tak, że budziliśmy się z krwawą wyspką. Cieszymy się ogromnie, że nie jedziemy tam rowerami przez parę tygodni, bo nic by z nas nie zostało.

Za to byliśmy na zachodzie słońca na lodowcu Franz Josef. Fantastyczne przeżycie. To jedyne miejsce na świecie gdzie las deszczowy styka się z lodowcem (i z oceanem zresztą też).

Następnego dnia zjedliśmy śniadanie na Fox Glacier, wykąpaliśmy się pod wodospadem w lesie deszczowym, potem kolejna kąpiel w oceanie, następne w strumieniach bardziej niebieskich, niż górskie niebo.

Udając się w głąb wyspy pokonaliśmy górki, które na rowerze wyklęłabym za wszystkie czasy, a były takie piękne!

Pogoda jest rewelacyjna. W dzień słońce praży niemiłosiernie, ale chłodny wiatr daje przyjemną ulgę. Noce zaś są chyba podobne jak teraz w Polsce (ok 5C). Muszki jakby nie mogły przedostać się przez pasmo gór - nagle zniknęły - można siedzieć wieczorami przy winie i podziwiać widoki. Nie chcąc tracić okazji ponownie odwiedziliśmy CzestoChowę. Co za miejsce! Tam na prawdę jest wielka dolina i wielki masyw górski. Lodowiec w ostatnich latach poszedł po rozum do głowy i znacząco się wycofał, by zachować twarz, a raczej czoło. Dzięki temu powstały przepiękne jeziorka z wodą tak lodowatą, że nie sposób było zamoczyć palca. Jednak mocno wierząc, że zamrożenie uleczy swędzenie pomuszkowe wtrzymalismy 2 sekundy ze stopami zanurzonymi po kostki.

Teraz robimy wielką pętlę, by przejechać przez kolejną przełęcz, na której kręcili Władcę Pierścieni.

Ależ nam się udało z tym kamperem!

Ściskamy ze słonecznej (wreszcie!) Nowej Zelandii!

Skomentuj ()
Wszystkie wpisy Strona główna